Jest coś takiego w pieśniach kościelnych co rozluźnia. Kojarzą mi się z dzieciństwem. Z tym czasem kiedy głosy zawodzących starszych pań były takie obce, straszne i egzotyczne. Pamiętam, że zawsze zastanawiałam się czy one celowo tak fałszują? Czy to możliwe, że w grupie 20 starszych pań nie na ani jednej choćby poprawnej śpiewaczki? Dziś wydaje mi się, że to była bardziej kwestia tradycji wykonywania tego typu pieśni. Przeciągły, monotonny i zawodzący ton te starsze panie słyszały przez lata przychodząc ze swoimi babciami do kościoła. I tak już zostało.
Tradycyjny sposób prezentowania pieśni kościelnej wyznaje także Dominik
Doskonale potrafi oddzielać poszczególne sylaby w wersach pieśni, akcentować słowa.
Aż trudno uwierzyć, że ten naturalny talent wokalny ostatnio w kościele był kilka lat lemu...
Nie przeszkadza mu to jednak w śpiewaniu sobie o Madonnie "do własnego kotleta".